jakubkowalczyk blog

Twój nowy blog
03:12:55 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A TE SMSY Z NETA DZIELĄ SIĘ NA DUŻO CZĘŚCI SMSOWYCH
03:13:02 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TAKI ŚREDNI SMS TO Z NETA 3 SMSY
03:13:13 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
JA SIĘ PODPISZĘ MIECZYSŁAW NAJPIERW
03:13:25 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
POTEM ZENON
A POTEM ALOJZY
03:13:48 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOBRA TO JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁA TREŚĆ
TWOJEGO?
03:13:51 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
I ŻADNEJ KURWA INTERPUNKCJI
03:13:56 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
*DOBRA TO JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁA TREŚĆ
TWOJEGO
03:14:03 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
SPOKO
HAHAHA
03:14:06 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ZARAZ CI WKLEJĘ
03:14:13 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D
03:15:11 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
POCZEKAJ SPRÓBUJĘ CI WYSŁAĆ SMSA POWIEDZ CZY
DOJDZIE OK
03:15:42 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OK
HEJ STARY MOŻESZ ZEJŚĆ NA DÓŁ BO PRANIE
ROZWIESZAM I ZA CHUJA MI NIE IDZIE MÓGŁBYŚ POMÓC BO JA TU JUŻ KURWICY DOSTAJĘ
MAŁO TO DLA CIEBIE ZROBIŁEM W PRZESZŁOŚCI POZDRAWIAM MIECZYSŁAW
03:16:01 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHAHAH
03:16:14 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
I W PODPISIE TEŻ SIĘ MIECZYSŁAW PODPISAŁEM
03:16:20 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
WYSŁAŁBYM JUŻ ALE POCZEKAM NA CIEBIE
03:16:28 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TO JAKO TAKO RAZEM WYŚLEMY
03:16:35 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOSZŁO?
03:16:37 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TAK
03:16:40 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
OK
03:16:40 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TREŚĆ TO KURWA
03:16:47 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
TO TERAZ JA NAPISZĘ
03:16:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
507*****4 [z uwagi na ochronę prywatności Papieża zakamuflowałem jego numer - przyp. JK]
03:16:51 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
I SIĘ ZGRAMY RAZEM
03:16:53 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TO JEGO NUMER
03:17:03 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
WIEM
03:17:07 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
03:17:09 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOBRA CHWILA
03:17:09 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TO SPOX
OK
03:17:38 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
O KURWA
03:17:46 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALE JAK TO WYŚLEMY Z TLENA TO ON SIĘ ZCZAI ŻE TO MY
03:18:01 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
BO TAM JEST NAPISANE ŻE TO WYSŁANO Z KOMUNIKATORA TLEN.PL
03:18:09 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
MUSIMY Z BRAMKI
03:18:21 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALBO Z GG TYLKO MUSIAŁBYM ZAINSTALOWAĆ
03:18:51 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)

http://sms.orange.pl/
03:19:04 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TRZEBA NADAWCE WPISAĆ
03:19:10 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
MIECZYSŁAW
03:19:11 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALE TO CHYBA NIE MUSI BYĆ NUMER
OK
A TY JAKIE IMIĘ WZIĄŁEŚ
03:19:23 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HIERONIM
:d
*:D

03:19:33 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
PÓŹNIEJ WARCISŁAW
03:19:39 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
A POTEM EDMUND
03:19:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
03:20:02 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOBRA TO POCZEKAJ NAJPIERW NA PRÓBĘ SOBIE
WYŚLĘ Z TEJ BRAMKI
03:20:10 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OK
03:20:46 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
OKEJ ZAJEBIŚCIE
(…)

03:22:14 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOBRA TERAZ MÓJ SMS
03:22:23 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALE NAPISAŁEŚ JUŻ
CZY NIE
A
WKLEJASZ
03:22:28 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
JESZCZE NIE
03:22:30 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A
NO TO PISZ
TO WYŚLEMY RAZEM
03:23:01 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
MAM NADZIEJE ŻE CHUJ MA WŁĄCZONY TELEFON
03:23:23 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HEJ STARY WŁAŚNIE SIĘ ZGUBIŁEM NA MIEŚCIE
MÓGŁBYŚ MI PRZYPOMNIEĆ MÓJ ADRES BO ZGUBIŁEM DOWÓD PORTFEL DUŻO MOŻNABY
OPOWIADAĆ DŁUGA HISTORIA
HIERONIM
03:23:30 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHAHAHA
ZAJEBISTE
03:23:40 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D
03:23:44 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
DOBRA TO DAJEMY
03:23:56 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
STARY
03:24:10 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
W TREŚCI WPISUJEMY HIERONIM CZY TYLKO W
NADAWCY
03:24:19 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
JA W TREŚCI TEŻ WPISAŁEM
03:24:19 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HIERONIM CZY TAM TWOJE IMIĘ
03:24:21 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
W OBU MIEJSCACH
03:24:21 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
OK
03:24:28 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NAPISAŁEM POZDRAWIAM MIECZYSŁAW
03:24:43 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
TO JA NAPISZĘ POZDRAWIAM
HIERONIM
03:24:47 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NIE
INACZEJ
03:24:53 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
A JAK
BUZIAKI HIERONIM
03:25:00 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
DOBRE
03:25:34 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
WYSYŁAMY
JESTEŚ GOTÓW
03:25:47 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
10 SEKUND
03:26:19 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
03:26:25 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
JUŻ MINĘŁO
03:26:28 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
POSZŁO
03:26:44 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OK
MOJE TEŻ
WZIĄŁEM „POWRÓT”
JAK PYTAŁO O MAILA I TELEFON
03:27:01 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
ANO JA TEŻ
MHM
03:27:05 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
DOBRA
03:27:10 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
TERAZ KOLEJNE
03:27:10 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TO DAJEMY NASTĘPNE
03:27:12 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DAJESZ
03:28:05 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
O KURWA STARY POWIEDZ MI CO OSTATNIO
WSADZAŁEŚ MOJEJ ŻONIE W DUPĘ BO SZUKAM TERMOMETRU MA NADZIEJĘ ŻE JAKOŚ BĘDZIESZ
MÓGŁ MI POMÓC TRZYMAJ SIĘ WARCISŁAW
03:28:11 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
*MAM
03:29:45 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
„CZEŚĆ NIE PAMIĘTASZ JAK SIĘ NAZYWAŁ TEN KELNER KTÓREGO OSTATNIO
WIDZIELIŚMY W PIZZA HUT CHYBA ZAKOSIŁ MI PIĘĆ DYCH SKURW***********N JAK
POSZEDŁEM DO TOALETY SWOJĄ DROGĄ TO CO TY WTEDY ROBIŁEŚ MYŚLAŁEM ŻE MOGĘ NA
CIEBIE LICZYĆ ZAWSZE BYŁ Z CIEBIE DOBRY KUMPEL ALE TYM RAZEM ZAWALIŁEŚ
ODPISZ”
03:30:00 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D
03:30:16 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOBRE
03:30:18 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ODPISZ ZENON*
03:30:36 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TO AŻ TRZY SMSY
TEN MÓJ
DOBRA, WYSYŁAMY
03:30:51 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
ZA 10 SEKUND WYSYŁAMY
03:31:03 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OK
03:31:14 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
POSZŁO
03:31:22 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
MOJE TEŻ
03:31:45 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DOBRA OSTATNIA SERIA :D

03:31:53 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
03:33:38 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OGLĄDASZ MOŻE TVN TERAZ JAK NIE TO WŁĄCZ ZAJEBISTY PROGRAM LECI DAWNO
SIĘ TAK NIE UŚMIAŁEM BĘDZIESZ MIAŁ DUŻO ZABAWY A WŁAŚNIE I PRZYPOMINAM ŻE DZIŚ
MIJA TERMIN ODDANIA KSIĄŻEK DO BIBLIOTEKI ZAWSZE JA MUSZĘ MYŚLEĆ ZA NASZĄ DWÓJKĘ
HAHA NIE NO ALE NAPRAWDĘ IDŹ ODDAĆ TE KSIĄŻKI BO NIKT INNY ZA CIEBIE TEGO NIE
ZROBI TRZYMAJ SIĘ ALOJZY
03:34:34 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
STARY MAM PROŚBĘ JUTRO IDĘ DO ROBOTY JAKBYŚ
MÓGŁ TO WEŹ ODPROWADŹ DZIECIAKI DO SZKOŁY NA KREDENSIE ZOSTAWIŁEM TRZYDZIEŚCI
ZŁOTYCH ZRÓB JAKIEŚ ZAKUPY NA ŚNIADANIE CAŁEJ RODZINIE KUP PAPRYKARZ SZCZECIŃSKI
A MAŁEMU ALMETTE BO NIE LUBI PAPRYKARZA MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ JAKOŚ POŁAPIESZ A
NIE ZAPOMNIJ ODCZEDZIĆ KARTOFLI BĘDĘ DOZGONNIE WDZIĘCZNY PAPA
EDMUND
03:34:52 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHAHAAHAHA
03:34:53 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D:D
03:34:54 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TO NAJLEPSZE
Z WSZYSTKICH
03:35:07 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
MOJE
?
:D

03:35:12 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO TWOJE
03:35:15 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D
03:35:20 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Z TYCH WSZYSTKICH 6 MOIM ZDANIEM NAJLEPSZE
KURWA JAKI ABSURD
03:35:27 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHA TWOJE TEŻ DOBRE
03:35:45 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO DOBRA TO WYSYŁAMY
03:35:57 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
CHWILA POPRAWIĘ BŁĘDY
03:36:00 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OK
03:37:08 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
OK ZA 10 SEKUND
03:37:13 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OK
03:37:28 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
POSZŁO
03:37:43 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
POSZŁO
:D

03:37:45 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
KURWA BARDZO JESTEM CIEKAWY CZY ON MA WŁĄCZONY TELEFON
03:37:55 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALE NIE PUSZCZĘ SYGNAŁU BO SIĘ SKAPNIE
03:38:01 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
PUŚCIŁBYM SYGNAŁ ALE SIĘ SKAPNIE
03:38:02 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
PEWNIE I TAK SIĘ SKAPNIE
HAHA
03:38:05 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D
02:54:50 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
KURWA A TY JESTEŚ W KOŃCU BRODATY
K.
?
:D

02:54:58 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NIE, MUSI BYĆ CO INNEGO
NIE MUSI BYĆ CO INNEGO*
02:55:09 Piotrek Grzęda
(deadly_sin@tlen.pl)

:D
02:55:23 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
MASZ JAKIŚ POMYSŁ MOŻE
02:55:30 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
BRODATY K
02:55:31 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO MYŚLĘĘĘĘĘĘ
02:55:34 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
KURWA DOBRE
02:55:54 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
ALBO
02:56:00 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
PRUSZKOWSKI K
02:56:05 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALE TO MUSI BYĆ COŚ CO NIBY MÓWI O POSTURZE, A MA OKREŚLIĆ W
SUPERLATYWACH
02:56:10 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
LD
02:56:14 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
POSTURZE A*
02:56:16 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)

:D

02:56:31 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NP WIELKI M. KOJARZY SIĘ Z KIMŚ POTĘŻNYM I WPŁYWOWYM
02:56:45 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
MOŻE
KRĘPY K.
:D

02:56:52 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A SMUKŁY P. Z KIMŚ ZWINNYM I POSIADAJĄCYM GRACJĘ
HAHA
DOBRE
02:57:10 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
FAJNIE BRZMI
02:57:13 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
MYŚLAŁEM O MAŁYM K. ALE TO NEGATYWNE JEST
A KRĘPY K. JUŻ LEPSZE
02:57:43 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
KRĘPY POZYTYWNIE ŚWIADCZY O
BUDOWIE
02:58:05 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
02:58:05 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
A POZA TYM PRZED KRĘPYM WSZYSCY CZUJĄ
RESPEKT
02:58:09 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
02:58:30 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
NIE KRZYCZĄ JUŻ
BÓJ SIĘ BOGA
TYLKO
BÓJ SIĘ KRĘPEGO
:D

02:58:40 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
02:59:39 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ALE POMYŚLMY MOŻE BĘDZIE COŚ JESZCZE LEPSZEGO
03:00:08 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HMMMM
03:00:17 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
SILNY K. TROCHĘ ZBYT BANALNE
03:00:24 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
NO
03:00:36 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
POSTAWNY K.
03:00:38 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
SZEROKI K.
03:00:41 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:d:d
03:00:43 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D
03:00:45 Piotrek Grzęda
(deadly_sin@tlen.pl)

O KURWA :D

SZEROKI K.
03:00:58 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
TO PRAWIE JAK SZEROKI UŚMIECH
03:01:07 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
OD RAZU MI TO PRZYSZŁO DO GŁOWY
03:01:18 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A MNIE PRZYSZŁY NA MYŚL SZEROKIE PLECY
03:01:21 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D
03:01:25 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
WIESZ UKŁADY KONEKSJE
03:01:31 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHA
NO KUMAM
03:02:07 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHA
03:02:16 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
PRZYSZŁO MI DO GŁOWY COŚ ALE TROCHĘ NIE
PASUJE
03:02:16 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
03:02:19 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
WARTKI K.
:D:D

03:02:22 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHAHAHA
03:03:06 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
SPRYTNY K.
03:03:18 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
A MIAŁA BYĆ BUDOWA
03:03:26 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
-… NIE WIEM, ZAPYTAJ SPRYTNEGO
03:03:26 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
BUDOWA CIAŁĄ
:D:D

03:03:30 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO WIEM WIEM
03:03:42 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
A WYOBRAŹ SOBIE
03:03:53 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
-NIE WIEM…. KRĘPY CI POWIE
:D

03:03:57 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
03:04:13 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
MOŻE SZEROKI BĘDZIE WIEDZIAŁ
03:04:17 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D:D
03:04:35 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
WARTKI Z PEWNOŚCIĄ CI POMOŻE
:D:D

03:04:40 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
03:04:51 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
GRZĄSKI K.
HAHA
03:04:57 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
GRZĄSKI
O KURWA
:D:D

03:05:14 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NA TWOIM MIEJSCU NIE ZADZIERAŁBYM Z GRZĄSKIM
03:05:19 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHA
03:05:20 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHAHA
03:05:31 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
Z GRZĄSKIM PRZYSZŁOŚĆ NIEPEWNA
HAHA
03:05:52 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHAAHA
03:06:27 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
ZRĘCZNY K.
03:06:32 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D
03:06:40 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:d
03:07:02 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
CHYBA NIE CHCIAŁEŚ ZADZIERAĆ ZE
ZRĘCZNYM
03:07:06 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D

03:07:20 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
MÓDL SIĘ ŻEBY ZRĘCZNY CIĘ TU NIE ZNALAZŁ
03:07:25 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHAHA
03:07:26 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D

03:07:42 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
TWARDY K.
03:07:59 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO TO WŁAŚNIE STAŁEŚ SIĘ WROGIEM TWARDEGO K.
03:08:04 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHA
03:08:06 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D

03:08:12 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
Z TYM TO DO TWARDEGO
03:08:19 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D:D:D:D

ZAJEBISTE
03:08:29 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D
03:08:43 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Z TYM TO DO TWARDEGO
JA PIERDOLĘ
HAHAHA
03:08:52 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
:D:D
03:09:20 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
EWENTUALNIE
SZORSTKI K.
03:09:28 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
OO TEŻ DOBRE
Z SZORSTKIM TO BEZ ŻARTÓW
03:09:37 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHA
03:09:46 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
Z SZORSTKIM NIE POGADASZ
03:09:49 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
03:10:04 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
NIE Z SZORSTKIM TE NUMERY
03:10:07 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HEHEHE
03:10:36 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
MOŻE Z SZORSTKIM SIĘ SRPÓBUJESZ
03:10:43 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHAHAHA
03:10:45 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
SPRÓBUJESZ*
03:11:11 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
JAK DLA MNIE SZORSTKI TWARDY I KRĘPY TO
GŁÓWNI FAWORYCI
03:11:15 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
NO
03:11:30 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Z TYM ŻE KRĘPY MA TĘ PRZEWAGĘ ŻE TO NAJBARDZIEJ DO BUDOWY CIAŁA
PASUJE
03:11:40 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
WŁAŚNIE
03:11:47 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
OBUDŹMY PAPIEŻA I SPYTAJMY
:D

03:11:51 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
HAHA
03:11:57 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
TY STARY
A MOGLIBYŚMY BYĆ CHUJAMI
03:12:07 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
I WYSŁAĆ MU PO 5 SMS KAŻDY
03:12:13 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
HAHAHAHA
03:12:14 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Z JAKIMIŚ GŁUPIMI PYTANIAMI
CAPSLOCKIEM
03:12:25 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
O KURWA
HAHAHAHAHAHAHA
03:12:44 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
I KAŻDEGO SMSA INACZEJ PODPISAĆ
03:12:51 Piotrek Grzęda (deadly_sin@tlen.pl)
DAJEMY
21:41:05 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Jest muzykiem. [Breatney Spears - przyp. JK]
21:41:07 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
No bycie laską to element
marketingu.
21:41:09 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Jest wokalistką.
21:41:11 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Ale ona nic nie tworzy.
21:41:18 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Śpiewa, i to poza studiem dość
kiepsko.
21:41:30 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Ale zajebiscie w studiu.
21:41:43 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
W dobrym studiu każdy zajebiście śpiewa
;>
I ty o tym wiesz ;>
21:41:47 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
To prawda.
Co nie znaczy, że i ona.
Że ona nie.*
że ona nie.*
21:42:26 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Widzę, że wytrąciłem Ci wszystkie argumenty.
:D

21:42:50 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Popełniłeś błąd logiczny.
21:42:53 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Nie.
21:43:00 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
To Ty go popełniłeś.
:D:D
21:43:03 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Moje zdanie brzmiało „W dobrym studiu każdy
dobrze śpiewa”
21:43:17 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Ty powiedziałeś „to prawda”, stwierdziłeś
więc że moje zdanie jest prawdziwe
21:43:28 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Chwilę później natomiast napisałeś „Co nie
znaczy, że i ona”
21:43:36 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
że ona nie.
21:43:39 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Co nie trzyma się kupy.
21:43:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Poprawiłem się na „że ona nie”.
21:44:30 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Więc sory, ale to jednak Ty popełniłeś bład logiczny.
21:44:39 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A jest nim nieumiejętność czytania tekstu ze
zrozumieniem.
21:44:39 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
lol, żal, żal.pl
21:44:42 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D

21:44:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Widzę, że uciekasz się do ostateczności.
21:44:53 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
:D
21:44:54 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
:D
21:45:20 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Powineineś zatkać uszy i wołać: nie słyszę cię, lalalalala, nic nie
słyszę!
21:45:28 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Powinieneś*
21:45:58 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Może tak robię, Jakub
21:46:05 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Być może.
21:46:07 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Ale mam tę przewagę, że nie słyszysz mnie ani
nie widzisz.
21:46:31 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Mogę więc tak robić i czerpać korzyści z tej
metody postępowania, nie przyjmując na siebie jednocześnie żadnych
ciosów.
Przegrałeś z kretesem!
21:47:07 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
To jeszcze nie koniec!
;>
21:48:09 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Ty przeszedłeś Outcasta?
Tzn. Jedi Outcast.
21:48:22 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Bo była też taka stara gra Outcast.
21:48:36 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Chyba strategiczna, nie pamiętam, ale pamiętam że
zajebista.
21:51:02 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Outcast to była taka TPP
21:51:13 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Z kosmitami?
21:51:13 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Z muzyką Davida Bowie’go
Tak.
21:51:19 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Zajebista.
21:51:24 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Nie wiem, nie grałem.
21:51:28 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Haha!
A więc jesteś gorszy ode mnie ;>
21:51:39 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Słyszałem o niej tylko dlatego, że miała
muzykę Bowie’go
21:51:39 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Masz mniejsze doświadczenie.
21:55:23 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Sucker.
;>
21:56:57 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Fucker.
;>
21:57:14 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Haha! MOTHERfucker!
I co Ty na to, hę?
21:57:59 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Gdybym był na Twoim miejscu, napisałbym: SCUKERfucker.
SUCKERfucker*
21:58:36 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Ale wtedy napisałbym, że jebiesz
mnie.
Bo ty nazwałeś mnie sucker.
21:58:46 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A, faktycznie.
Pomyliło mi się.
21:58:54 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Gdybym ja nazwałbym ciebie Suckerfuckerem, to
nieźle bym się wpierdolił.
21:59:01 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Myślałem, że to Ty napisałeś że ja jestem sucker.
21:59:07 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
No w sumie.
21:59:15 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Po uszy, stary, po uszy.
21:59:54 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
In ever, Ally, in ever.
22:15:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Jebać Polskę.
22:17:42 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Dlaczego?
22:17:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Jaki filozof!
:D
22:17:59 Tomek Andrzejewski
(monocause@tlen.pl)

:D
22:18:06 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Jebać i już.
22:18:23 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Co dostałem od tego kraju? Nic.
A ile daję?
Wszystko.
Jebać.
22:20:20 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Haha
22:20:29 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Właśnie wyobraziłem sobie scenę w filmie.
22:20:37 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Przestań.
22:20:53 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Takie słowa mogą cię wiele kosztować…
Więcej niż byłbyś w stanie zapłacić.
22:20:54 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Do uznanego fabrykanta produkującego mięso i wędliny przychodzi jego
ubogi kuzyn.
Haha
Czekaj, czekaj
Aż skończę myśl.
22:21:19 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
I pyta go, jak on to zrobił, że dorobił się takiego
majątku.
22:21:29 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
A tamten mu odpowiada: No cóż… mam nosa do kabanosa.
Hahaha :D

22:21:47 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Teraz pewnie zapytasz: co to ma wspólnego z tym, co napisałem
wcześniej.
22:21:55 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Otóż nic nie ma. Nic…
22:23:26 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Zapomniałem napisać, że ten fabrykant mruga do swojego kuzyna jednym
okiem, gdy mówi te słowa.
A potem wypierdala go na bruk.
22:24:08 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Tamten postanawia się zemścić i zakłada własną firmę. Zaczyna od
pomocnika rzeźnika, ale wkrótce sam staje się wielkim fabrykantem.
22:24:15 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
I wygryza swojego złego kuzyna z rynku.
22:24:21 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Potem sam staje się zły i zgorzkniały.
I film gotowy. :D
22:38:10 Tomek Andrzejewski
(monocause@tlen.pl)

:D
22:38:29 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
To prostsze niż sądziłem.
22:38:51 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Ale wykorzystać sukces Ziemi
obiecanej.
22:39:00 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Ciągle pokazywać przemysł w ruchu, fabryki,
maszyny!
22:39:28 Tomek Andrzejewski (monocause@tlen.pl)
Pociągi! Stal! Spawanie, miedź, siarka,
ropa!
22:40:41 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Miasto Masa Maszyna
3M
22:40:50 Kanclerz (jtkowalczyk@tlen.pl)
Kurwa, bez pierdolenia.

Komiks

14 komentarzy

Staram się być artystą wszechstronnym. Oto jedna z moich prac plastycznych.

Komiks

Zachęcam do komentarzy.

7 września 2005

Dryń. Dzwoni. Odbieram, nikt inny nie może. Nigdy nie odbieram telefonów, ale tym razem wszyscy zajęci.
- Dzień dobry, ten i ten po tej stronie, mama jest?
- Jest. Ale nie może podejść teraz. Oddzwoni za pięć minut.
- Nie może podejść?
- Nie może.
- Dlaczego?
- Nie jest teraz osiągalna.
- A co robi?
- Zajęta jest.
- Zajęta jest? Ale czym?
- Załatwia coś.
- Coś? Co załatwia?
- O Jezu, się.
- Się? Aaa! A to przepraszam.
- Nie ma problemu.
- To niech oddzwoni za pięć minut.
- Oddzwoni.
- Do widzenia.

19 czerwca 2005

- Wobec tego tylko herbatę.
- Służę.
Odwróciła szybko wzrok od kelnera, wyjrzała za okno, gdzie wszystko tętniło swoim życiem. Ludzie spieszyli do swoich prac w rzeczowym milczeniu. Każdy wiedział, czego chciał.
- Herbata.
- Dziękuję.
Słońce świeciło wisząc nisko nad horyzontem, było mroźnie i pogodnie. Gdzieniegdzie między przystankami, placami, budynkami przemykał człowiek interesów. Gdzie indziej biedne, uczciwe przedszkolanki czy nieśmiali chłopcy ostrożnie spieszyli do swoich spraw. Poszczególne cele każdego z tych ludzi były widoczne na pierwszy rzut oka, nie mieli tajemnic przed obcym obserwatorem. Rachel uśmiechnęła się mimowolnie, gdy popijając raz po raz herbatę, analizowała swoje obserwacje.
Przymknęła oczy, wsłuchując się w ciszę, oddychając zapachem kadzideł. Przyjemna relaksacja przed kolejnym wieczorem pracy. Szlachetne czoło i stosunkowo niewielki nos zarysował się wyraźnie na tle okna, ulicy i ludzi spieszących do swoich prac, domów, bliskich.
Wstała, zostawiając należne pieniądze na stole. Długimi krokami przedostała się do wejścia. W progu drgnęła zauważalnie, początkowo spuściła wzrok na podłogę, chwilę później spojrzała wchodzącemu prosto w twarz.
- Aaron…
- Witaj, Rachel.
- Tyle czasu…
- Niekrótko. Wychodziłaś prawda?
- Tak… Nie! Właściwie chciałabym zostać.
- Doprawdy…? Jakkolwiek to dziwne, to proszę… Usiądziesz? Może stolik przy oknie? – Zarzuciła głową.
- Z chęcią.
Gdy już usiedli i pierwsze zmieszanie minęło, łatwiej było jej maskować swoją radość ze spotkania.
- Co u ciebie, Rachel?
- Och, doskonale. Znalazłam pracę, układa się bardzo dobrze. Wszystko idzie w jak najlepszym kierunku.
- Naprawdę? Pewnie jesteś szczęśliwa…
- Och, oczywiście. Praca mnie teraz bardzo zajmuje. Zarabiam dwa i pół tysiąca miesięcznie. Oczywiście brutto. Dla mnie to wystarczy, choć bardzo możliwe, że uda mi się dostać podwyżkę w przyszłym miesiącu, a może i awans, w dalszej perspektywie.
- Doprawdy? – powtórzył już bardziej monotonnie, rozglądając się na boki.
- Naprawdę. Nasza praca jest niezwykła. Sama nie mogę uwierzyć, że poznałam tylu ciekawych ludzi w tak krótkim czasie.
- To znaczy ile?
- Hm… Trzy miesiące.
- Szybko zleciało…
- Tak… Ostatnim razem rozmawialiśmy… – urwała nienaturalnie, ale było już za późno, gdy przypomniała sobie koniec ich ostatniej rozmowy. – Jakieś cztery, pięć miesięcy temu…
- Tak… Racja… – chrząknął cicho.
- Mamy u nas w dziale takiego chłopaczka, wiesz? – Nienaturalnie zmieniła wyraz twarzy na codzienną maskę chłodnej radości. – Taki młodziutki, śmieszny.
- Doprawdy?
- Tak; bo widzisz, on wszystko, do czego się dotknie, to psuje. Potem zawsze dostaje mu się od szefa – rozumiesz, za źle zrobione podliczenie, za nie tak poukładane roczniki… Śmieszny taki chłopak. Raz chłopcy zdecydowali, że mu naprawdę „pomogą” – tu uśmiechnęła się okrutnie. – Powiem tylko, że do teraz musi latać ze wszystkimi duperelami, załatwiać najnudniejsze sprawy podatkowe, bo chłopcy maja na niego haka, wiesz…
- Mhm, Rachel… Wiesz, zmieniłaś się…
- Hm?
- Zastanów się, co mówisz.
- No jak to? Śmieszny chłopak, daj spokój…
- Tak… Zmieniłaś się Rachel. I masz rację, dam spokój…
- Słucham?
- Niepotrzebnie – nie mam ci nic więcej do powiedzenia… Do następnego, Rachel…
- Aaron, stój…
Zatrzymał się, spojrzał jej prosto w twarz, nie okazywał zniecierpliwienia.
- Stoję. I co? Niewiele możemy sobie teraz powiedzieć. Zaczęliśmy mówić różnymi językami, Rachel.
- Nieprawda, zawsze dobrze się rozumieliśmy…
- Rozumieliśmy się dobrze jeszcze pół roku temu, moja droga. Teraz… – pokręcił głową. – Teraz nie widzę nici porozumienia. Ty się zmieniłaś, ja się zmieniłem. To w końcu nic dziwnego – spojrzał bezpośrednio i łagodnie. – Mogę ci tylko współczuć, Rachel… Każda zmiana jest czymś spowodowana. Mogę ci tylko współczuć, że nie byłaś dość silna, by się nie zmienić… Nic innego nie mogę ci oferować. Poza jeszcze brakiem współczucia, choć nie wiem, co wolisz…
- Aaron, nie mówisz prawdy… Nawet jeśli się zmieniłam, to nie na gorsze!
Podszedł do niej dwoma szybkimi krokami, pocałował w policzek.
- Powodzenia, Rachel. Jestem pewien, że potrafisz sobie ułożyć życie. Proszę tylko, przez wzgląd na dawną ciebie, znajdź balans między dobrem i złem. Nie popadnij w żadną ze skrajności. Życzę ci udanego życia… Jakkolwiek patetycznie to brzmi – skierował się do wyjścia.
- Aaron… – zawołała go cicho, przez zaciśnięte z bólu wargi, a on ponownie zatrzymał się cierpliwie.– Nie wyjdę za tobą…
- Wiem.
- Chciałam i chcę, żebyśmy byli przyjaciółmi… – powiedziała jeszcze po chwili, ale jej słowa trafiły w pustkę. W miejscu, gdzie stał przed chwilą Aaron, kołysały się cicho drzwi do żydowskiej restauracji.
Ubrała się pospiesznie, gdy tylko doszła do siebie po pierwszym osłupieniu. Stukając obcasami, wyszła na ulicę, teraz ciemną i mokrą. Deszcz padał, dostawał się za kołnierz, ziębiąc nieprzyjemnie. Torebka latała, przeszkadzając. Nie zdecydowała się na jazdę autobusem. Przebierając szybko nogami, moczyła płaszcz i spódnicę, ocierała twarz z wody raz po raz.
Pół godziny wystarczyło, by doszła do swojego dawnego parku, teraz cichego i mokrego; do parku, gdzie nikogo teraz nie było, gdzie nikt nie chciał przyjść.
Szlachetny profil czoła i nosa Rachel, przechodzący w gładki łuk szyi odcinał się od mokrej trawy, gdy leżała w tym, w czym przyszła do parku i płakała. Łkała gorąco, rwała kępki roślinności, tarzała się. Nie chciała kryć swojego bólu przed samą sobą

Tak bardzo go kocham! Marzyłam, żeby był choć moim przyjacielem! Nigdy nie chciałam go krzywdzić!… Nigdy nie chciałam krzywdzić… nas! Jahwe, przebacz mi to, że nie potrafiłam ustrzec go przed bólem… Przebacz mi…

Było już dobrze po północy, gdy wstała – brudna, z podkrążonymi oczami i zmęczona. Prawdziwa. Doszła do mieszkania, rozebrana do naga, usiadła na skraju wanny.
- Nie chcę już być zła… Nie chcę być zimna, chłodna i obojętna. Nie chcę być jak inni ludzie… Będę silna, będę sobą… Nawet jeśli już nigdy go nie spotkam… Nawet pomimo tego, że nie mogę go już nigdy spotkać… Tak bardzo bym chciała… – opanowała się w jednym momencie. – To nie ma znaczenia. Przyrzekam przed sobą, że będę silna. Przyrzekam, że nie będę go szukać. Będę silna. Już zawsze.

Listopad 2004

Od wczesnego wieczoru zapowiadał się paskudny dzień. Noc, gorsza niż zwykle, dłużyła się; sen nie przychodził.
Wobec rosnącej frustracji po nieprzespanej nocy problemy na ogół banalne i zwykle niestanowiące o nastroju człowieka nabrały niesamowitej wagi. Te same spojrzenia sąsiadów, spóźniony autobus i coraz większe kałuże pod stopami.
Długie i niecierpliwe kroki Rachel odcinały się ostrością formy od rozmazanego, szarego świata. Deszcz siekł z dużą siłą, a jednak Rachel zdawała się stąpać z większym uporem niż krople uderzały o betonowy chodnik. Minęła pasaż pawilonów, składający się właściwie z samych „sex-shopów”; obraz tak typowy dla prymitywnego miasta. Ścisłe centrum Warszawy budziło w niej wstręt i przeświadczenie, że miejsce to jest dla niej tak niegościnne teraz, jakby i było ponad pół wieku wcześniej.
Weszła pod dach przystanku.
- Stary, daj na luz. Ile cię to kosztuje? Pożycz pięć blach.
- Człowieku, odejdź w ogóle, na fajki nie mam nawet – zażartował tamten.
- No pożycz, nie bądź żydek.
- Mówię, że nie mam, Tony.
- Żyd jesteś i tyle…
Wsiadła szybko do przybyłego autobusu, byle dalej.
Znów trafiła w niegościnne miejsce. Oddechy tych wszystkich ludzi scalały się ze sobą, zabierając cały tlen z powietrza. Atmosfera zbiorowej obłudy uderza do głowy i kłębi się w niej, nie chce wyjść. I ta wilgoć, ta obca wilgotna woń. To multum stłoczonych ciał, oddychających synchronicznie, ponura solidarność tłumu.
Praktycznie wypadła na chodnik, gdy drzwi otworzyły się niespodziewanie. Ruszyła wzdłuż chodnika z poczuciem ulgi, które zanikło jednak stosunkowo szybko wobec morderczej drogi przez pół miasta w zimnym deszczu i błocie.

Przez cicho i wolno otwarte drzwi wsunęła się do środka. Zamiast zmęczenia, na twarzy Rachel widniało opanowanie – zimne i suche, odległe. Zwiesiła głowę, uklęknąwszy na pustej podłodze. Wpatrzona tępo we wzory na dywanie, siedziała bez ruchu; podniosła wzrok – niewrażliwy, dziwnie wyostrzony.
- Nigdy więcej nie będę inna… Nigdy już nie wezwę Boga. Chcę być jak oni i będę jak oni!
Jedna myśl, wolny obraz szybko przesuwający się w jej jaźni. Nagły ruch zarzucenia głową przywrócił jej władzę nad własnym umysłem. Gorączkowo wyjęte z portfela zdjęcie w mgnieniu oka znalazło się w dwóch kawałkach, wrzynając się w niemą i pustą ciszę pogłosem rozdartego papieru i rozdartego serca. Po minucie było już zupełnie bezgłośnie.

Jestem w stanie znieść teraz znacznie więcej. Sama nie wiem, jak mogłam być tak naiwna. Nie dziwne, że się ze mnie śmieli na każdym kroku…

Zimny, śliski, ale pogodny poranek obudził ją zwykłymi miejskimi głosami. Było dobrze po dziesiątej, kiedy wstała. Miała świadomość, że jest zbyt późno by zawitać do „parku”. Nie miała nawet na to ochoty.
Zwykły dzień nie dłużył się – przeciwnie; gdy wróciła do domu legła na łóżku zadziwiona prędkością życia. Wcześniejsze problemy ze snem nie nawiedziły jej tej nocy. Spała twardo i cicho, przypominając bezruchem martwą kukłę. Manekina.

Cieszę się, że jest jak jest.

Listopad 2004

- Jestem pewna, że to zrozumiesz, Aaron… Może nie teraz, może nie jutro, ale wiem, że jesteś mądrym człowiekiem i kiedyś przyznasz, że musiałam tak postąpić… że to najwłaściwsze wyjście…
Cisza wtopiona w ciemność dźwięczała w uszach. Była wymowna – wymowniejsza niż cały potok słów, którego oczekiwała. Tak wymowna, że stała się nie do zniesienia. „Jeszcze chwila i zwariuję” – rzuciła rozpaczliwie w myślach.
- Aaron…? – niemy pogłos pustego pomieszczenia aż ją odrzucił, ale ku swojemu zdziwieniu jeszcze i to wytrzymała.
- Tak… Na pewno. Na pewno kiedyś to zrozumiem…
- Ale… Posłuchaj…
- Wyjdź, Rachel.
Załkała bezgłośnie, ale nie mógł tego widzieć. Ciemność maskowała myśli, słowa, drżenie warg. Siedziała bezradnie jeszcze chwilę. Powietrze, choć lekkie i wilgotne, stało w miejscu. Zdawało się, że wszystko zamarło. Uderzający obiektywizm – pusty, bezwolny, intensywny: ten, który występuje paradoksalnie po silnym uczuciu – sparaliżował na sekundy ciało. Potem następuje gwałtowne odbicie od niewyraźnej chłodnej ściany. Odbiła się.
- Przyjdę za…
- Wyjdź. Już się nie spotkamy.

Nic już nie ma. Tam na dole straciliśmy wszystko, do czego mogliśmy oboje dążyć… To pustka, przeraźliwa pustka. Boję się tej nicości. Pustka w obrazie i dźwięku. Pustka w moich myślach… Nie ma już do czego wracać.

Mokra mgła i ciche spojrzenie znanych oczu – pełne wyrzutu i wstydu za nią.
I zimny pot, i zimno wokół. Nie krzyczała, nigdy po koszmarach nie krzyczała. Siedziała tylko na łóżku, osaczona widokiem znanego wejrzenia. Dopiero po chwili wstała i zamknęła okno – przynoszące zimno i zastygłe, choć wilgotne, powietrze. Pustkę.

Dni są straszne, wolę już noce… Wolę, mimo majaków o mgle w lesie i oczach, które budzą we mnie przerażenie. Wolę je niż dni! Za dnia wszędzie widzę krzyże, w które on wierzy. One… one się śmieją. Dławią się śmiechem, w milczeniu. I ci wszyscy ludzie, od niechcenia patrzący z wyrzutem. Tak naprawdę nie powinno ich nic obchodzić moje życie… Wolę już noce, choć jego spojrzenie stokroć bardziej oskarża… Wolę noce.

- Przykro mi, ale pani podanie zostało odrzucone. Szukamy… innych osób na to stanowisko.
- Mhm, rozumiem…
- Naprawdę mi przykro, ale musi pani zrozumieć. Jestem pewna, że pani zrozumie – Rachel drgnęła nieco, niezauważalnie i boleśnie.
- Rozumiem – odrzekła z naciskiem. – Do widzenia.
Pamiętała, że za rogiem jest żydowska restauracja. Trudno zapomnieć o podobnym miejscu będąc żydówką. W Europie bycie żydem oznacza bycie w mniejszości, bycie na wygnaniu. Trwanie w niezrozumianej tęsknocie. Miejsca podobne restauracji za rogiem – świadomie bądź nie – łagodziły ból tej tęsknoty.
- Dzień dobry, co podać?
- Shalom… Proszę herbatę.
Kelner uniósł brew, ale nic nie powiedział. Swobodnie ruszył w stronę kuchni.
Za oknem upstrzonym hebrajskimi znakami tętniło życie. W dziwnym kraju dziwni ludzie pędzili do swoich prac, niezwykli wyznawcy do bogatych i sztucznych świątyń. Wszyscy mieli złe oczy, jakby na zapas chcieli wywierać groźne wrażenie na obcych przechodniach. Miasto, wolne od zdrowej prostoty, emanowało po prostu sztucznością i obłudą. Ona – jako obca – widziała to na każdym kroku.
Ostatni łyk herbaty i spojrzenie na fusy.
„Jeszcze pół godziny… Potem nie wiem, co zrobię.”
Byle nie z powrotem do krzyży i kłamstwa.
Zapach kadzidła wtapiał się w atmosferę restauracji delikatnym łukiem. Po kilku minutach przebywania w lokalu w ogóle się nie czuło go jako zapach – nie jako odrębną woń. Wliczony w swoisty charakter żydowskiej restauracji przynosił przyjemne otępienie i zapomnienie.
„Jeszcze pięć minut… chociaż pięć.”
- Zamykamy proszę pani.
- Przepraszam, zasiedziałam się.
- Do widzenia.

Co najgorsze, nie ma w tym miejscu żadnego azylu, który mógłby pomóc przezwyciężyć los. Pośród tego cmentarzyska brakuje ostoi spokoju i życia. Nic nie ma, nikogo… Pusto…

Mgła i wyrzucające spojrzenie, tak bardzo oskarżające. Suche, gorące z braku łez oczy. Zmęczone, puste oczy.
Położyła się machinalnie i przykryła kołdrą bardzo wysoko, prawie pod samo czoło. Łkała cicho, dopóki nie zasnęła, nad cichym, mglistym ranem.
Poranek okazał się zimny i duszny, oddechy wydobywały się z płuc parą, przynoszącą na myśl plastikową sztuczność. Rutynowo wyszła na wczesny spacer.
„Dzięki temu życie nie płynie tak skrajnie szybko” – tłumaczyła sobie.
Ni to park, ni to lasek, ani łączka – po prostu jakiś strzęp roślinności w mieście, dziwna mieszanka krzaków, trawy i liści, bez alejek; strzęp ten nie był świeży. Był inny, choć szarość miasta wdzierała się tu gwałtownymi atakami, codziennie. Mimo to jednak był inny, jak ona zmęczony i brudny, z zasady inny. Rachel konwersowała – niekiedy intensywnie – z niby-parkiem i przynosiło jej to orzeźwienie w codziennych sprawach. Ta forma odpoczynku była praktykowana każdego ranka.
Oparta o drzewo z przymkniętymi oczyma wdychała chłodne powietrze. Skierowana ku górze głowa zdradzała szlachetny profil. Jego linia rozpoczynała się gładkim czołem, przechodziła w, wbrew stereotypom, mały nos, zaznaczała niewielkie usta, wreszcie osiągała punkt kulminacyjny w okrągłej brodzie, by zdecydowanym łukiem zejść niżej, przekształcić się w dekolt i biust i zniknąć w fałdach ubrań.
Kolejna dawka energii, która musiała wystarczyć do następnego dnia o tej porze. Cały dzień, pełen walki z ludźmi, z którymi nie da się układać, trzeba po prostu walczyć. A potem jeszcze noc.
„Oby do jutra”.
A jednak nie nazwała parku swoim azylem.

Listopad 2004

  • RSS